Witaminy - naturalne czy w tabletkach?

Szybkie tempo życia sprawia, że nasze organizmy potrzebują coraz większych ilości witamin. Te organiczne związki pomagają w rozwoju, chronią przed chorobami lub pomagają szybciej je pokonać. Niestety, w natłoku codziennych zajęć mamy coraz mniej czasu na to, by skompilować dietę w taki sposób, by dawała ciału kompletny zestaw witamin. Wtedy sięgamy po ich syntetyczne odmiany w postaci tabletek i proszków.

Liczba dostępnych suplementów jest tak obfita, że zaczynamy traktować je jako główne źródło potrzebnych substancji. Czy to aby na pewno zdrowe? Może lepiej wrócić do tradycyjnych syropów i wywarów przygotowanych według receptur naszych mam i babć ?

Szkodliwe syntetyki

Od lat dziewięćdziesiątych trwa burzliwa dyskusja na temat tego, czy witaminy w tabletkach wspomagają organizm, czy też sukcesywnie go wyniszczają. Zwolennicy stosowania pigułek argumentują, że specyfiki w prosty sposób dostarczają organizmowi potrzebnych do życia substancji. Przeciwnicy, opierając się na przeprowadzanych badaniach, sugerują, że tabletki zwiększają ryzyko powstawania chorób serca i nowotworów. Kto ma rację?

Do połowy lat dziewięćdziesiątych sztuczne witaminy zażywano garściami. Wystarczała niewielka infekcja, by lekarz zalecił tabletkową kurację witaminami. Chorym było to na rękę. Łatwiej łyknąć garść proszków niż przygotować tradycyjny syrop z cytryny lub cebuli.

Przełom nastąpił w 1994 roku. Amerykański Instytut Badań nad Rakiem opublikował wówczas wyniki badań nad substytutami witaminy E i beta-karotenu. Podczas eksperymentu grupę mężczyzn w sile wieku podzielono na trzy podgrupy. W pierwszej znaleźli się tylko palacze nikotyny, którym podawano sztuczny beta-karoten. W drugiej i trzeciej znalazły się osoby niepalące. Tym pierwszym podano sztuczną witaminę E, drugim placebo. Beta-karoten to jeden z najważniejszych antyoksydantów, czyli substancji neutralizujących wolne rodniki, które odpowiadają za powstawanie nowotworów. Logika wskazywała więc, że po jego podaniu odsetek zachorowalności na nowotwory w podgrupie palaczy gwałtownie spadnie.
Wynik badań był kompletnym zaskoczeniem. Okazało się, że po zażyciu sztucznego beta-karotenu ilość chorych na nowotwory płuc wzrosła o 18 procent, a śmiertelność o 8 procent! W drugiej podgrupie, której podawano sztuczną witaminę E, rzadziej występowały co prawda nowotwory prostaty, jelita grubego oraz zmniejszyła się zachorowalność na zawały serca. Zwiększyła się za to liczba innych chorób nowotworowych, w tym trudnego w leczeniu nowotworu pęcherza moczowego.

Na początku naszego wieku zbadano też działanie sztucznie wytworzonej witaminy C. Okazało się, że spożywanie syntetycznego specyfiku zwiększa ryzyko zmian miażdżycowych i - co za tym idzie - chorób serca.
Wyniki doświadczeń są dość przekonujące. Co jednak sprawia, że sztuczne witaminy mogą szkodzić? W końcu ich skład chemiczny jest identyczny z tym występującym w naturze.


Witamina witaminie nierówna

Skład witaminy C znajdującej się w cytrynie jest identyczny jak tej, którą łykamy w tabletkach. Problem w tym, że cytryna prócz samej witaminy zawiera jeszcze inne składniki. Bioflawonoidy i fenole, które występują we wszystkich roślinach zawierających witaminę C ułatwiają jej wchłanianie i przyswajanie. Tabletka takich „wspomagaczy” nie posiada.

Podobnie sprawa się w przypadku Beta-karotenu. Ten sztucznie uzyskiwany jest daleki od ideału. W naturze występuje w trzech odmianach (ma trzy izomery) i w nierozłącznym towarzystwie innych substancji, bez których jest po prostu nieskuteczny. My potrafimy wytworzyć tylko jeden z izomerów, w dodatku bez „wspomagaczy”. 

Jak widać sekret działania naturalnych witamin tkwi nie tylko w ich składzie chemicznym, ale i towarzystwie innych związków, z którymi występują. Syntetyczne witaminy, choć zawierają potężną, skumulowaną dawkę potrzebnych organizmowi związków, nigdy nie będą w stanie zastąpić naturalnych. Zakładając, że będziemy stosować je w rozsądnych dawkach mogą jednak służyć jako doskonały suplement naszej diety.


Czy produkty przetworzone zawierają witaminy?

Przy ustalaniu diety witaminowej natrafiamy z reguły na problem związany z dostępnością produktów. Po bliższym przyjrzeniu się temu, co jemy, okazuje się, że naturalne warzywa i owoce to niewielka część naszego dziennego menu. Większość to gotowe przetwory. Wbrew pozorom nie oznacza to, że są one szkodliwe lub nie posiadają potrzebnych organizmowi witamin.
Mrożone warzywa na przykład zawierają ich więcej, niż te, które leżą w sklepie przez kilka dni. Wynika to z faktu, że mrożenie ich tuż po zbiorach bardzo spowalnia utratę cennych związków.

Duża grupa przetworów jest dodatkowo witaminizowana. W margarynach możemy spotkać rozpuszczalne w tłuszczach witaminy A,D,E i K, w sokach dodatkową zawartość kwasu askorbinowego i naturalnego beta-karotenu, do chleba i mąki zaś dodaje się kwas foliowy (witamina M, B9 i B11).
Warto też przyjrzeć się produktom zawierającym w składzie charakterystyczne „E”. Wiele z nas unika ich jak ognia. Okazuje się, że nie zawsze słusznie. Dla przykładu „E 300” to zwykła witamina C, E 101 i E 106 to witaminy z grupy B, E 160 to karotenoidy.